Dźwignia handlu

Przytoczę (bo warto) starą, jeszcze przedwojenną dykteryjkę żydowską o reklamie. Szyld nad jedną z bram głosi "Rozenkrajc - najlepszy krawiec w Polsce". Kilka domów dalej szyld "Rosenbaum - najlepszy krawiec w Europie", a nieopodal następny szyld "Kron - najlepszy krawiec na... tej ulicy".

Ograniczenie bezrobocia

Reklama chyba zawsze była i zawsze będzie regulowana warunkami życiowymi, naukowymi, technicznymi, normami obyczajowymi, kulturowymi, religijnymi, później - przepisami prawa. Oczywiście przez tysiąclecia reklama była prymitywna i praktycznie ograniczała się do werbalnego zachwalania potencjalnemu klientowi towaru przez kupca. Czasy się zmieniały, rozwijała gospodarka, handel i technika. Wraz z nimi rozwijała się reklama, tworzyły się nowe jej formy, wzbogacały środki, nie tylko techniczne. Druga połowa XX stulecia to burzliwy rozwój przemysłu reklamowego, obecnie to niewyobrażalne pieniądze, tysiące miejsc pracy, badania naukowe w dziedzinie semiotyki, matematyki, socjologii, fizjologii, psychologii, w tym psychologii społecznej i nie wiadomo czego jeszcze. To połowa dochodu Telewizji Polskiej i nadzwyczajne zarobki jej pracowników. I w wyniku tego wszystkiego otrzymujemy perełki twórczości artystycznej, błyski marzeń, pragnień, humoru. Ale też te nadzwyczajne możliwości rodzą fajerwerki głupoty i prymitywizmu, zamieniają się w antyreklamę. To oczywiście rzecz gustu, ale nie sądzę, by seria zrealizowanych fatalnie reklamówek telewizyjnych oparta na pomyśle smarowania chleba margaryną z dwóch stron, faktycznie zachęciła kogokolwiek do kupna tej margaryny. Pretensjonalnością razi reklama ciasteczek Raffaello. Wojna na reklamówki proszków do prania, wybielaczy, margaryn, past do zębów, chipsów, batoników, szamponów rodzi irytację. Wniosek z tego taki, że każdy reklamowany proszek jest lepszy od "zwykłego proszku" i daje bielszą biel, a więc rzeczą obojętną jest co w rezultacie kupimy. Słuchając czy oglądając takie reklamówki zadajemy sobie pytanie, jakie pieniądze zostały zmarnowane i dlaczego my za to płacimy? Bo nie ma się co oszukiwać - koszty reklamy wliczone są w ceny wyrobów i ostatecznie płaci za nie klient, konsument, czyli każdy z nas. Jaki by nie był nasz pogląd na reklamę, spełnia ona bardzo pożyteczną społeczną rolę - ogranicza bezrobocie. I co ważne - Państwo nie łoży na to ani grosza, a jeszcze zarabia na podatkach.

Przepisy i dobre obyczaje

W Polsce przepisy o reklamie stanowią część ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji z 1993 r., która zastąpiła starą ustawę z 1926 r. Przepisy te określają jakie czynności, działania, postępowania są czynami nieuczciwej konkurencji. I tak np. czynami takimi są: - reklama sprzeczna z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub uchybiająca godności człowieka, - reklama odwołująca się do uczuć klientów przez wywoływanie lęku, wykorzystywanie przesądów lub łatwowierność dzieci, - wypowiedź, która zachęcając do nabywania towarów lub usług sprawia wrażenie neutralnej informacji, - reklama, która stanowi istotną ingerencję w sferę prywatności, w szczególności przez uciążliwe nagabywanie klientów w miejscach publicznych, przesyłanie na koszt klienta nie zamówionych towarów lub nadużywanie technicznych środków przekazywania informacji, - reklama porównawcza, chyba że zawiera informacje prawdziwe i użyteczne dla klientów. Ustawa zabrania prowadzenia reklamy wyrobów tytoniowych w telewizji i radiu oraz w prasie dziecięcej i młodzieżowej. Reklama tych wyrobów w formie graficznej jest dozwolona tylko łącznie z widoczną i czytelną informacją dotyczącą ich szkodliwości. Ustawa zabrania prowadzenia w środkach masowego przekazu reklamy leków wydawanych wyłącznie z przepisu lekarza. Nie dotyczy to specjalistycznych pism medycznych. Zagadnienia związane z reklamą są uregulowane również w innych przepisach np. w prawie prasowym, ustawie o radiofonii i telewizji, ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, ustawie o środkach farmaceutycznych..., ustawie o grach losowych..., zasadach etyki lekarskiej, adwokackiej, dziennikarskiej i innych.

Michał E. Bartula
Powyższy tekst pochodzi z Krakowskiego Miesięcznika Budowlanego. Oryginalnie został opublikowany w 1994r. Stan prawny opisany powyżej nie był aktualizowany.

Następny krok?

Kontakt

Wypełnienie formularza pozwoli nam
skontaktować się z Państwem i odpowiedzieć na wszystkie pytania.
kontakt