Szczególny dokument

"Królem" blokady patentowej nazywany jest w USA dr Erwin Land - założyciel i prezes amerykańskiej firmy "Polaroid", a przy tym wynalazca kamer i błon do natychmiastowego wywoływania zdjęć. Wynalazku tego chroni 900 patentów. Dlatego konkurencji tak trudno naśladować rozwiązania "Polaroida".

Bariery nieprzewidywalne

Jak wiadomo wynalazek nie może być przed zgłoszeniem do Urzędu Patentowego ujawniony. Musi być nowy i zaskakujący, nie może logicznie wynikać z dotychczasowej wiedzy. W efekcie zupełnie niespodziewanie przeciwnikiem wynalazcy może okazać się... powieściopisarz. Okazuje się, że fantazja literacka, połączona z intuicją naukową, może stanąć na przeszkodzie w uzyskaniu patentu. Przytrafiło się to wynalazcy peryskopu, któremu Urząd Patentowy Stanów Zjednoczonych odmówił udzielenia patentu, ponieważ ten, bardzo zresztą pożyteczny przyrząd, został opisany wcześniej przez Juliusza Verne w słynnej powieści przygodowej "20 000 mil podwodnej żeglugi". Jeśli już o tym mowa, to może warto przytoczyć ciekawe zestawienie zamieszczone w książce G. P. Alt- szulera pt. "Algorytm wynalazku": Dla porządku należy dodać, że były to niekiedy wręcz wizjonerskie, ale tylko pomysły literackie. Nie wystarcza to do uzyskania patentu na wynalazek, który - jak wiadomo - musi być rozwiązaniem technicznym. Co oczywiście w żaden sposób nie uchybia literatom.

Bariery przewidywalne

Jak już pisałem, Urząd Patentowy prowadzi wnikliwe (mniej lub bardziej) badanie merytoryczne zgłoszonego wynalazku (wzoru użytkowego). Bywa tak, że w wyniku tego trzeba zmienić opis, a najczęściej - dla ratowania zgłoszenia - ograniczyć zakres ochrony. Jest to normalne w pojedynku zgłaszający - Urząd Patentowy. Natomiast za zupełnie nienormalny należy uznać przytoczony w literaturze przypadek pewnej angielskiej firmy, ubiegającej się o opatentowanie wynalazku z dziedziny hutnictwa na terenie USA. Firma ta aż 52 razy musiała zmieniać redakcję opisu i zastrzeżeń. Można sobie wyobrazić co zostało z pierwotnego zgłoszenia, jeżeli zważymy, że niedopuszczalne jest poszerzenie zakresu ochrony, natomiast można dokonywać zmian tylko ograniczających tę ochronę.

Nareszcie patent!

Nie chciałbym stwarzać wrażenia, że uzyskanie patentu graniczy z cudem. Wprost przeciwnie - na podstawie ponad 20-letniej praktyki mam przeświadczenie, że uzyskanie patentu jest dość łatwe. A może to tylko złudzenie albo może miałem wyjątkowe szczęście? Załóżmy więc, że w wyniku tego szczęścia Urząd Patentowy stwierdził, że zgłoszone rozwiązanie jest wynalazkiem. Wówczas - po wniesieniu stosownych opłat - nadaje zgłaszającemu szczególne prawo: patent na wynalazek lub prawo ochronne na wzór użytkowy. Prawa te potwierdza wydaniem dokumentu patentowego lub dokumentu ochronnego i równocześnie publikuje opis patentowy lub opis ochronny. Opisy te są ogólnie dostępne w odpowiednich bibliotekach, można je kupować, a nawet prenumerować. Patent zostaje wpisany do rejestru patentowego a prawo ochronne do rejestru praw ochronnych. Rejestry te są jawne (poza rejestrami wynalazków tajnych) i domniemywa się, że każdemu jest znana treść dokonanych wpisów. To bardzo ważne, bo w przypadku naruszenia praw płynących z patentu nie można się tłumaczyć niewiedzą, nieświadomością czynu. Za niewielką odpłatnością można uzyskać odpis, wyciąg lub zaświadczenie z rejestru, czy np. patent jest utrzymywany w mocy, czy został sprzedany itd. Dla przypomnienia podam, że patent w Polsce może być utrzymany w mocy maksymalnie 20 lat, a prawo ochronne 10 lat.

Unieważnienie patentu

W niektórych szczególnych i niezwykle rzadkich przypadkach patent (prawo ochronne) może być unieważniony. Wymaga to niezbitych dowodów i zachowania odpowiedniej procedury. W poprzedniej epoce polityczno-gospodarczej doszło do kuriozalnego wystąpienia ówczesnego prezesa Urzędu Patentowego z rewizją nadzwyczajną do Sądu Najwyższego o unieważnienie kilku patentów. W uzasadnieniu (zresztą bardzo marnym) pan prezes stwierdził, że wydając patent, naruszył prawo. Jak żywa była to samokrytyka w stylu chińskim, wynikająca zresztą z przesłanek ideologicznych. Krótko mówiąc, wynalazcy staliby się ludźmi bogatymi, a do tego nie można było dopuścić. Byłoby to niezgodne z równością i sprawiedliwością społeczną. Niektórym i niekiedy udało się jednak zarobić na wynalazkach - kiedyś o tym napiszę.

Zakres ochrony

Ważna jest nie tylko ochrona wynalazku, ale i zakres tej ochrony. Zakreślają ją zastrzeżenia patentowe, których konstruowanie i redakcja stanowi najwyższą szkołę jazdy. Znaczenie ma tu nie tylko budowa zdań, dobór i kolejność słów, przyjęte określenia, ale każde pojedyncze słowo i spójnik napisane i nie napisane, każdy przecinek i jego usytuowanie. Jest to tym trudniejsze, że jedno zastrzeżenie musi być zawarte w jednym zdaniu i do tego nie wolno stosować nawiasów, myślników, dwukropków, pauz. I jak tu przedstawić całe skomplikowane urządzenie czy proces produkcyjny? Zdarza się więc, że to jedno zdanie zapisane jest na dwóch czy nawet trzech stronach maszynopisu. Robi się z tego niesamowita konstrukcja zdań równorzędnych, współzależnych, podrzędnych, nadrzędnych oraz zwrotów, zdań i słów wtrąconych. Już sama rozbiórka tego dziwoląga na elementy pierwsze jest sztuką. W efekcie tego nawet rzecznikowi patentowemu - autorowi zastrzeżeń - po upływie jakiegoś czasu trudno od razu zrozumieć własne dzieło. I mnie też się to zdarza. Istnieje cała nauka i ustalone reguły sporządzania dokumentacji zgłoszeniowej wynalazku, a w tym pisania zastrzeżeń, ich rozumienia i interpretacji. I tak w redakcji oraz interpretacji opisu i zastrzeżeń objawia się dobre rzemiosło, a niekiedy może nawet szczypta artyzmu rzecznika patentowego. Z przedstawionych względów przestrzegałbym wynalazców przed samodzielnym zgłaszaniem wynalazków do ochrony w Urzędzie Patentowym. Oszczędzając trochę grosza, można ponieść znacznie większe straty. Szkolny to i oklepany przykład, ale nie znam lepszego dla zilustrowania przedstawionych wyżej poglądów. Otóż wręcz genialne, bo niezwykle krótkie, a zarazem trafne i skuteczne było zastrzeżenie maszyny do szycia, które brzmiało mniej więcej tak: "Maszyna do szycia znamienna ty, że ma igłę z uszkiem na końcu". Tak mało słów, a tak dużo treści. Przez sto lat wymyślano różne maszyny do szycia - ręczne, nożne, elektryczne, walizkowe, na postumentach, składane, z różnymi czynnościami. Wszystko w maszynie zmieniono, ale jej istota - igła z uszkiem przy ostrzu - pozostała niezmieniona. Ustalenie zakresu ochrony wynalazku jest sprawą niezwykle istotną, decydującą niejednokrotnie o dużych pieniądzach, a niejednokrotnie o tym, czy pieniądze w ogóle są. Oczywiście zgłaszający wynalazek jest zainteresowany w uzyskaniu jak najszerszej ochrony, ale musi sobie zdawać sprawę z tego, że im szerzej zakreśli ochronę, tym trudniej będzie mu ją uzyskać, bo Urzędowi Patentowemu i konkurencji łatwiej będzie znaleźć materiał przeciwstawny i nie dopuścić do udzielenia patentu. Nasuwa się tu porównanie z tarczą strzelnicą - im większa, tym łatwiej w nią trafić. Trzeba więc umiejętnie pogodzić sprzeczne z sobą cele, a gdy się nie da, należy iść w ślady dr Landa i postarać się uzyskać 2, 3,... patenty.

Michał E. Bartula
Powyższy tekst pochodzi z Krakowskiego Miesięcznika Budowlanego. Oryginalnie został opublikowany w 1994r. Stan prawny opisany powyżej nie był aktualizowany.

Następny krok?

Kontakt

Wypełnienie formularza pozwoli nam
skontaktować się z Państwem i odpowiedzieć na wszystkie pytania.
kontakt