Znaki Czasu

Rozpoczynamy cykl poświęcony zagadnieniom Ochrony Własności Przemysłowej, która w dobie przekształceń własnościowych w Polsce odgrywa coraz większą rolę. Znajomość tych zagadnień znacznie ułatwi działalność gospodarczą i wzmocni konkurencyjność Firmy na rynku.

Znaki towarowe - widać je i słychać na każdym kroku, ale nie są wyrobem przemysłowym w potocznym tego słowa znaczeniu. Z przeznaczenia nie są towarem, nie są też na sprzedaż, ale służą handlowi i są sprzedawane, tylko że nie odrębnie, a można powiedzieć w tzw. transakcjach wiązanych. Są bowiem naniesione różnymi technikami bezpośrednio na towary, na ich opakowania, są na przywieszkach, metkach, naklejkach, wszywkach, same są opakowaniami, oznaczają usługi, są na różnorakich dokumentach handlowych, materiałach informacyjnych i reklamowych, oznaczają podmioty gospodarcze. Są więc znamionami odróżniającymi, pełnią niejako rolę nazwisk i herbów. Dzięki nim towary, usługi i przedsiębiorstwa tracą anonimowość, wyróżniają w tłumie innych. A to sprawa podstawowa, niezwykle ważna w warunkach natężonej, ostrej konkurencji.

Nie wiadomo

Nie wiadomo. Powstanie ich niknie w mrokach dziejów. Nie wiadomo, kto je wymyślił, kto zaczął stosować. Można tylko przypuszczać, że wywodzą się ze znaków, symboli magicznych, kultowych. Z całą pewnością zaś można założyć, że nie zaczęło się od przepisów, a od samorzutnych, intuicyjnych działań, wynikłych z aktualnych potrzeb. W starożytności najbardziej rozwinęło się rękodzieło ceramiczne, dlatego nie jest dziełem przypadku, że na pierwsze ślady znaków natrafiono właśnie na wyrobach ceramicznych. Interesujące, że pochodzą z różnych wówczas światów, bo nie tylko z basenu Morza Śródziemnego (Egipt, Babilonia, Asyria, Grecja, Rzym), ale i z dalekich Chin. Początkowo znaki były umieszczone na wyrobach przez ich bezpośrednich wykonawców, potem były wspólne dla całych warsztatów, manufaktur. Odmienny charakter miały oznaczenia umieszczone przez lekarzy i aptekarzy na receptach i miksturach leczniczych, inny - umieszczony przez właścicieli na dobytku, także żywym (potwierdzenie prawa własności), a jeszcze inny - znaki umieszczone przez artystów na stworzonych przez nich dziełach (potwierdzenie autorstwa). Pierwowzorem obecnych znaków służących do oznaczania przedsiębiorstw (znaki firmowe - logo) były barwy i herby rycerskie, arystokratyczne, miejskie. W średniowieczu wytworzyły się cechy jako organizacje zrzeszające rzemieślników i gildie, jako stowarzyszenie kupieckie. To właśnie one zaczęły tworzyć system prawny znaków towarowych oraz zasady ich nadawania i rejestracji, a następnie ochrony. Organizacje te miały własne chorągwie i herby. Dla rozwoju instytucji znaków towarowych przyczynił się wynalazek druku i to przynajmniej w dwojaki sposób. Po pierwsze - warsztaty drukarskie stosowały znaki, oznaczenia na drukowanych przez siebie książkach, co prowadziło do zapoznania się z nimi większych kręgów ludzi. Po wtóre - druk przyczynił się do rozpowszechnienia umiejętności czytania, w efekcie do powstania znaków towarowych słownych. Do średniowiecza bowiem - ze względu na powszechny analfabetyzm - funkcjonowały tylko znaki graficzne, tzn. proste raczej figury geometryczne lub ich kombinacje.

Tworzenie prawa

W wyniku intensywnego rozwoju przemysłowego od początku XIX w. zaczęło się tworzenie państwowych systemów prawnych znaków towarowych. I znowu pierwsza była Francja, która już w 1803 r. stworzyła pierwsze przepisy. Potem w ślady Francji poszła Anglia, Niemcy i inne kraje. By uniknąć międzynarodowego bałaganu i dokonać unifikacji prawa w 1883 r. została podpisana Związkowa Konwencja Paryska. W 1891 r. w Madrycie zostało podpisane tzw. porozumienie madryckie o rejestracji znaków towarowych. Zaraz potem zawarto porozumienie dotyczące fałszywych i wprowadzających w błąd oznaczeń, a w 1957 r. zawarta została w Nicei konwencja o ochronie nazw pochodzenia. W Polsce Naczelnik Państwa wydał w 1919 r. dekret, w 1924 r. Sejm uchwalił ustawę, a w 1928 r. prezydent wydał rozporządzenie o ochronie znaków towarowych. Po wojnie w 1963 r. uchwalono ustawę o znakach towarowych i wydano do niej przepisy wykonawcze.

Zamieszanie w przepisach

Stan prawny w Polsce tworzą następujące przepisy: - ustawa z 1985 r. o znakach towarowych, - zarządzenie Prezesa Urzędu Patentowego RP z 1992 r. w sprawie ochrony znaków towarowych, - rozporządzenie Rady Ministrów z 1995 r. w sprawie opłat związanych z ochroną znaków towarowych. Oprócz wymienionych, do funkcjonowania znaków towarowych w sferze gospodarczej, mogą mieć zastosowanie przepisy: Konwencji Związkowej Paryskiej, Kodeksu handlowego, Kodeksu cywilnego, ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji i inne. W pewnych określonych przypadkach może zajść konieczność równoczesnego stosowania różnych przepisów, co może niekiedy wytworzyć bardzo skomplikowane sytuacje prawne, niezwykle trudne do prawidłowego, jednoznacznego rozstrzygnięcia. Trudności prawne stwarzają również niejednolitość przepisów, problem ich nadrzędności i podrzędności, kwestie relacji przepisu szczególnego do ogólnego, nieustabilizowana praktyka, nieliczne i niejednoznaczne orzecznictwo sądowe i Komisji Odwoławczej. Dodać do tego należy nieznaczną ilość wartościowych publikacji naukowych i fachowych w warunkach żywiołowo powstających (i znikających) firm oraz lawinową ilość zgłoszeń rejestracyjnych do Urzędu Patentowego. To wszystko tworzy bardzo nieciekawy obraz aktualnej w Polsce sytuacji, w której łatwo się zagubić.

Zamieszanie na rynku

Na Urząd Patentowy ruszyła lawina zgłoszeń znaków towarowych, co potwierdzają dane statyczne. By nie nudzić podam tylko, że na przestrzeni 5 lat roczna ilość zgłoszeń wzrosła prawie ośmiokrotnie. A na rynku gospodarczym ścisk jeszcze większy, bo powstała i wciąż powstaje ogromna ilość nowych przedsiębiorstw, z których każde przyjmuje jakąś nazwę i prawie każde obiera symbol graficzny. Do tego dochodzą przedsiębiorstwa już istniejące, które przybierają lub zmieniają nazwy w wyniku przekształceń, podziałów, prywatyzacji, reprywatyzacji, na skutek nieodpowiednich na obecne czasy nazw (np. Lenina, Róży Luksemburg, Rewolucji Październikowej, PKWN itd) lub po prostu z braku dotychczas specjalnej nazwy odróżniającej. To jedna sfera. Jest jeszcze sfera produkcji, handlu i usług. Nowe wyroby produkowane i wprowadzane do handlu, nowe rodzaje usług pojawiające się na rynku uzyskują specjalne nazwy, oznaczenia. I tu należy postawić pytanie - czy rzeczywiście nowe? Żyjemy wszak wszyscy w określonym miejscu geograficznym, w jakimś kręgu cywilizacyjnym i kulturowym, mamy wspólną historię, język, na koniec wspólne upodobania, preferencje, gusty i guściki, wyobrażenia, mody i powstałe w wyniku tego skojarzenia. To wszystko powoduje jakąś unifikację, a nawet identyczność oznaczeń. Mógłbym podać wiele przykładów istniejących w Polsce, w regionie, w samym Krakowie, ba - na tej samej ulicy firm o identycznych lub bardzo zbliżonych nazwach, prowadzących tę samą lub podobną działalność. W poszczególnych przypadkach to nie dwie, ale kilka czy kilkanaście firm o tej samej nazwie. A każdy taki przypadek to bomba z opóźnionym zapłonem. Wcześniej czy później dojdzie do kolizji gospodarczej, finansowej, prestiżowej, prawnej. I przeciążone sądy znowu będą miały zajęcie. Trzeba tu od razu powiedzieć, że rejestracja firmy z podaniem nazwy w urzędzie (miasta, dzielnicy, gminy) czy wpisanie jej do rejestrów sądowych nie daje żadnych gwarancji uniknięcia kolizji, jak dość powszechnie sądzą właściciele tych firm. Nakreśliłem może zbyt czarny obraz rzeczywistości okresu przełomowego. Na pocieszenie można jednak powiedzieć, że czas działa tu na korzyść. Powoli wykształci się orzecznictwo sądowe, dokona wykładnia i interpretacja prawa, unormuje praktyka, a i nauka z czasem dorzuci swoje. I co ważne - nowi, początkujący biznesmeni polscy zdobędą świadomość i podstawy wiedzy o przedmiocie, czemu służy właśnie niniejszy cykl artykułów. Zawsze, ale szczególnie w aktualnej sytuacji, podstawowe znaczenie ma dbałość o formalne, urzędowe potwierdzenie swych praw. A osiągnąć to można przez rejestrację znaków i uzyskanie odpowiednich dokumentów ochronnych. O tym, jak to zrobić i jak uniknąć albo zminimalizować zagrożenia, w następnych odcinkach.

Michał E. Bartula
Powyższy tekst pochodzi z Krakowskiego Miesięcznika Budowlanego. Oryginalnie został opublikowany w 1994r. Stan prawny opisany powyżej nie był aktualizowany.

Następny krok?

Kontakt

Wypełnienie formularza pozwoli nam
skontaktować się z Państwem i odpowiedzieć na wszystkie pytania.
kontakt